Plan
był zupełnie inny, ale świat strzelał do mnie piorunami z każdej
strony, więc dopiero w niedzielę mogłam się gdzieś wybrać. Déjà vu. Znów
ląduję na rynku w Piwnicznej-Zdroju. Tyle z "takosamości". Tym razem
skręcam w stronę przeciwną do zeszłego tygodnia i ruszam wolnym krokiem w
kierunku Radziejowej.
Jest coraz więcej łysych drzew, ale świat serwuje mi jeszcze jakieś ochłapki jesieni.
Podczas całej drogi towarzyszą mi piękne żółte i brązowe kolory, otulone zielonymi iglakami.
Jak zwykle przyciągam świrów i dziadków, którzy mnie zaczepiają. "A to pani tak sama po górach?" "To ja bym z chęcią dołączył." "A panienka?" "A męża nie szuka?" "A bo u nas jest tylu kawalerów!" i.... "Wszyscy bezrobotni. Robić im się nie chce." O, losie! Po takiej rekomendacji biorę całe stado! Zawsze marzyłam o pakiecie utrzymanków. No nic, po krótkiej pogawędce z panem przy kociarni, psiarni, "koguciarni" i "krowiarni" ruszam dalej w stronę celu.
Piękne, kolorowe korony powoli zamieniają się w żółto-brązowo-złtote dywany. A ja po tych dywanach stąpam. W buciorach!
Jest pięknie i ciepło, więc w ogóle się nie spieszę. Na Polanie Wyżnej zatrzymuję się na dłużej. Tutaj wygrzewam się na słońcu i zjadam drugie śniadanie.
Wcale mi się nie spieszy zważywszy na to, że planuję zachód słońca na Radziejowej.
W końcu jednak ruszam dalej podziwiając po drodze piękne widoki.
Krótkim odcinkiem leśnym docieram na Niemcową, ale pod chatkę nie idę. Robię tylko szybkie zdjęcie i uciekam dalej w stronę Wielkiego Rogacza.
Od Niemcowej do Wielkiego Rogacza prowadzi monotonny odcinek przez las.
Ku mojej uciesze i to kiedyś się kończy. Dopiero na zboczach Rogacza odsłaniają się widoki na świat.
Na chwilę odbijam na niebieski szlak w kierunku Obidzy, gdzie znajduję sobie miejsce na pieńku w krzakach i siedzę dłuższą chwilę, podziwiając piękno przyrody.
Po chwili, ku przerażeniu dwójki napotkanych turystów, wyskakuję z krzaków na drogę. Nie spodziewali się tutaj nikogo spotkać w tym dniu, a już na pewno nie kogoś, kto wyłazi z gąszczu. Ale im dalej się zapędzałam, tym lepsze były widoki, stąd uciekłam tak daleko w bok.
Teraz jednak wracam na czerwony szlak po drodze mając kolejny punkt widokowy z ławeczką. Grzech byłoby nie skorzystać. Znów zasiadam i opalam się na słońcu z lekko zamglonym widokiem na Tatry oraz Małe Pieniny.
Po chwili znów zmierzam w stronę Przełęczy Żłobki, co chwilę skręcając głowę na lewo!
W końcu docieram do Przełęczy, skąd prowadzą dwa szlaki - jeden rowerowy i narciarski, drugi turystyczny - pieszy.
Ja oczywiście zagapiam się i skręcam w ten zły, czyli rowerowy w kierunku Przełęczy Długiej. Nie narzekam, bo widoki są niezłe, ale szlak ten omija szczyt Radziejowej, na który się wybieram. Zafrasowana widokami w ogóle nie zwracam na to uwagi...
W pewnym momencie widoki jednak znikają, a przede mną jest tylko las. Dopiero wtedy orientuję się, że nie tędy droga i idę z powrotem do Przełęczy Żłobki.
Tym razem skręcam już we właściwym kierunku i zmierzam w stronę wieży.
Docieram do niej około godziny 15.00, więc mam jeszcze sporo czasu do zachodu słońca. Dookoła jest tylko cisza. Nie ma żadnych ludzi. Ci, którzy byli, już dawno zeszli, a na zachód słońca w niedzielę mało kto się wybiera, ponieważ większość ludzi w poniedziałek idzie do pracy.
Ja podziwiam widoki i robię sobie pamiątkowe zdjęcie - oczywiście wcześniej zakładam opaskę, czapkę, komin, polar, kurtkę i rękawiczki, bo wieje okrutnie!
W pewnym momencie dochodzę do wniosku, że dzisiaj jednak nie chcę iść sama po ciemku przez las. Czasem mi to nie sprawia żadnego problemu, ale tym razem negatywnie nastawiam się do tego pomysłu, więc postanawiam zejść z wieży nieco wcześniej, niż wstępnie planowałam.
Zanim jednak to zrobię, trochę przeciągam, zwlekam, podziwiam, oglądam...
Już prawie zachód słońca, ale schodzę!
Po drodze, w ciemnym lesie napotykam jeszcze znicz, co potęguje moją niechęć do chodzenia samej.
Na Przehybę docieram chwilę po zmroku...
...z lekkim niedosytem, ponieważ widziałam, że zachód słońca był naprawdę piękny, a wystarczyło zostać 15 minut dłużej, aby móc to zobaczyć. Natomiast i tak szłam długo w ciemnościach, podśpiewując piosenki "antyniedźwiedziowe" na niedźwiedzie, których tam nie ma. Chyba. :)

































